Dźwięk, docierał do mnie, jakby
zza grubej tafli szkła. Widziałem twarz Ewy, ruch jej warg i chaotyczne
ostrzeliwanie się, we wszystkich kierunkach. W końcu, wytłumione dźwięki,
poczęły się wyostrzać. Docierał do mnie pojedyncze słowa, wypowiadane przez Ewę
„…kurwa…” „…wstawaj…” „…przejebane…” i tym podobne. Tkwiliśmy, przy jakiejś
wielkiej donicy, kształtu prostopadłościanu. Dobrze spełniała rolę tarczy. Gdy
obejrzałem się za siebie, dostrzegłem paru Gwardzistów i paru Pretorian.
Dobyłem Exitium i oddałem kilka strzałów w celu przykrócenia zapału
nacierających. Dźwignąłem się na kolana i wtedy dostałem postrzał w plecy.
Uderzenie było silne i zwaliło mnie na brzuch, ale pocisk przez pancerz nie
przeszedł, a przynajmniej tego nie czułem. Obróciłem się w tył i dostrzegłem
kolejnych gwardzistów. Wszyscy strzelali często i gęsto. Zastanawiałem się
tylko, jak do cholery, oboje jeszcze żyliśmy.
- Granat! - ryknąłem w stronę
Ewy i rzuciłem granat hukowo-błyskowy Paraliż w stronę najbliższej, większej
grupki Gwardzistów. Zaraz za nim, powędrował granat szturmowy Ex 12. Gdy nastąpiły obie eksplozje,
chwyciłem Ewę za szmaty i wciągnąłem ją do korytarza, z którego nacierało
najmniej Gwardzistów. Szybko się z nimi uwinęliśmy.
W szaleńczym biegu korytarzami, zbliżaliśmy się do Archiwum. Plany
budynku Metropolii wykułem na pamięć, więc wiedziałem dokładnie gdzie się
kierować.
Dotarliśmy na siódme piętro, nie bez problemów. Wymiana ognia na klatce
schodowej nie jest zbyt wygodna, ale gdy ma się do dyspozycji dwie strzelby
taktyczne, karabinek elektromagnetyczny Piorun i świetne przeszkolenie, żadne
miejsce nie jest złe do walki. Gwardziści ponosili ciężkie straty, a my, no
cóż, kilka powierzchownych ran, parę dziur w pancerzach, ale poza tym, nic
poważniejszego.
Przed wbiegnięciem do atrium Archiwum, rzuciłem dwa Paraliże i
ostrzelałem potencjalne cele. Udało mi się załatwić jednego Pretoriana i dwóch urzędasów. Ewa radziła sobie równie
dobrze, tyle, że jej udało się ustrzelić tylko i wyłącznie cywilnych pracowników.
Gdy na nią spojrzałem, dostrzegłem w jej oczach żądzę mordu. Ta walka
niewątpliwie sprawiała jej zabawę. Ja traktowałem to bardziej mechanicznie.
Zabijanie nie sprawiało mi problemu większego, niż podtarcie się.
Drzwi do magazynu danych, były zamknięte kluczem 256 bitowym. Kiedyś
nie dało by się go złamać. Dziś, aż tak niemożliwe to nie było, ale nie miałem
odpowiedniego sprzętu, więc jedyne co mi zostało to poszukać kodu, choć możliwe,
że pracownicy zamknęli drzwi na amen, protokołem zabezpieczającym.
Na szczęście nie zdążyli wprowadzić go w życie. Seria z Pioruna
świetnie wybiła im to z głów. Dosłownie.
Gdy ja bawiłem się w otwieranie wrót, Ewa ciężko zaminowała korytarz z
jednego kierunku, a drugi obstawiła lekko, zostawiając pole do ostrzału i drogi
ucieczki. Nie było za bardzo innego sposobu. No chyba, że wyskoczyć przez okno,
ale tego na razie, nie rozważałem jako możliwej drogi wyjścia z sytuacji.
Gdy tylko wrota uchyliły się na tyle, ażebym mógł się przez nie
przecisnąć, ruszyłem biegiem do głównego terminalu pamięci. W atrium Archiwum
rozpoczęła się jatka. Najpierw potężna eksplozja wstrząsnęła większą częścią
budynku, potem zaczęła się kanonada, co rusz przeplatana pomniejszymi eksplozjami.
Ja za to wpuściłem robaka, który miał znaleźć witalne info, dla powodzenia
reszty misji i możliwości jej trwania. Nie musiałem czekać zbyt długo. Jakieś
30 sekund później, robak znalazł to co mnie interesowało. Znalazłem także coś,
co miało mnie później dość znacznie zaskoczyć. Odłączyłem dysk, schowałem go za
pazuchę i ruszyłem wesprzeć Ewę w wymianie ognia. Gdy obejrzałem się na
zachodnie skrzydło zobaczyłem, że korytarz był zawalony przez żelbetonową
konstrukcję budynku. Obróciłem głowę w przeciwnym kierunku. Pełno trupów,
większość rozerwana na sztuki, inni z pojedynczymi strzałami w głowie. Ewa
oddawała po jednym, acz celnym strzale w kierunku nacierających. Tamci chowali
się gdzie popadło i ostrzeliwali się jak tylko mogli. Powtórzyłem sposób Ewy, od
czasu do czasu oddając krótką serię i rzucając przy okazji Ex 12.
- Mam co trzeba! Najwyższy czas
stąd wypierdalać! – krzyknąłem do Ewy. Ta, jedynie kiwnęła głową, na
potwierdzenie. Gdy tylko ruszyłem w stronę klatki schodowej, z jej drzwi wypadł
na mnie Pretorian. Nim zdążył zrobić cokolwiek, uderzyłem rozwartą dłonią w
nasadę jego nosa, wbijając mu go w mózg. Truchłem zasłoniłem się niczym żywą
tarczą - po prawdzie żywa to już nie była - dobyłem Exitium i gdy tylko kolejni
goście z klatki schodowej pojawili się w futrynie, dostawali ode mnie mały
prezent w postaci ołowianego pocisku pędzącego w stronę ich czaszki. Na wszelki
wypadek w drzwiach zaklinowałem odbezpieczony granat.
- Tędy nie da rady, musimy
spierdalać w jakiś inny sposób! – Ewa kiwnęła w kierunku okna. „No masz. W
końcu musiało do tego dojść stary.” Rzuciłem parę Ex 12 i Paraliż. Tych co
przeżyli eksplozje, wystrzelaliśmy. Ruszyliśmy biegiem tą odnogą korytarza, wyglądając
przez okna dla najdogodniejszego miejsca, przez które można by wyskoczyć. W
końcu takie dostrzegłem.
- Tutaj. Skaczemy na trzy. –
strzeliłem w szkło kilka razy, a potem skasowałem je do końca butem. Pancerna
szybka spadła parę pięter w dół, miażdżąc jakąś osobę. Mogłem tylko liczyć, że
to jakiś Gwardzista. Z kierunku klatki schodowej, padły w naszym kierunku
pojedyncze strzały. Z drugiej strony, słychać było tupot butów i krzyki.
- Gotowa? – Ewa kiwnęła głową
żeby potwierdzić – To skaczemy. Raz, dwa,
trzy! – rozpędziliśmy się i skoczyliśmy. Pod nami, trzy piętra niżej,
znajdował się parking piętrowy. Liczyłem na to, że dolecimy chociaż do krawędzi
budynku, ale poszło lepiej, niż myślałem. Wylądowaliśmy na samochodzie jakiegoś
biednego łajdaka. Znaczy Ewa wylądowała, a ja na niej. Siła uderzenia naszych
ciał nieźle wgniotła dach auta.
- Dobra panno czerwca, na glebę i
detonuj. – powiedziałem, staczając się z dziewczyny i ledwo mogąc
zaczerpnąć tchu. Ewa z wielką trudnością dobyła detonatora i nacisnęła spust.
Eksplozja rozdarła powietrze. Ładunki termo baryczne i ogniwa wodorowe
sprawiły, że niższe piętra odparowały razem, ze wszelką siła żywą, fala
uderzeniowa wybiła wszystkie szyby w promieniu minimum kilometra, a zabiła
wszystkie osoby, które były odkryte, w promieniu 100 metrów. Dziwiłem się, że
nie zgarnęła nas przy okazji, ale co tam. Reszta Metropolii zapadła się jak
domek z kart, dobijana jeszcze pojedynczymi eksplozjami instalacji gazowej i
niewypałów naszych ładunków. Widok pokrzepiający serca ludzi, takich jak ja. Przepiękny.
Czym prędzej dosiedliśmy motocykli, które były zaparkowane na
najniższym piętrze. Uciekając ostrzeliwaliśmy się co rusz, gdy jakiś z patroli
próbował nas ustrzelić.
Gdy zbliżaliśmy się do punktu kontrolnego W-wy, dobyłem granatnik,
uzbroiłem w pocisk SWARM i wystrzeliłem. Pocisk po chwili rozerwał się na
malutkie strzałeczki, które powędrowały do celów, bezbłędnie
w nie trafiając i rozrywając na sztuki. Wyjście było oczyszczone. Teraz czekała
nas mordercza ucieczka przez pustynie, lasy i miasteczka. Dzięki tej akcji,
staliśmy się wrogami numer 1, całego pieprzonego Kościoła Dystryktu Polska.
Inkwizycja będzie miała niezły ubaw, jeśli nas pochwyci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz