sobota, 5 stycznia 2013

Ateista cz.1


Nazywali mnie "Nikt". Ksywa przylgnęła do mnie, ponieważ tak się każdemu przedstawiałem. Jedyną osobą która mnie znała, był mój stryj.
Byłem ateistą. Dzisiaj znaczyło to nie więcej, że byłem terrorystą, ale to nie tak. Ja po prostu nie wierzyłem w Tego-Na-Górze, to wszystko. Pamiętam jeszcze czasy, gdy ateizm uważany był za odłam religijny, choć przecież ateiści w nic nadnaturalnego nie wierzyli, tylko w siłę i potęgę umysłu ludzkiego. Jednakże Kościół, jak to Kościół, odkąd ponownie zdobył władzę nad światem (a było to po Wielkiej Wojnie) lubił tępić wszelkie przejawy nieposłuszeństwa.
Siedziałem w najciemniejszym rogu baru. Sam. Nie chciałem żeby mnie rozpoznano. Owieczki potrafiły nas „wyczuć”, więc nie zdradzałem się zbytnio. Piłem sobie powoli i spokojnie. "Z dala od was żebyście się nie czepiali" pomyślałem. No ale sielanka trwać wiecznie nie może. Byłem poszukiwany listem gończym. Kościół był bardzo hojny dla każdego kto dostarczy ateistę. Za żywego płacili podwójnie. Pięć tysięcy aurumsów za martwego chłystka to nie w kij dmuchał kwota. Mój motocykl był już rozpoznawalny, ale jeszcze niewystarczająco żebym się krył po pustyniach albo kanałach miast i miasteczek. Miałem szczęście, jako jeden z nielicznych.
Dopiłem piwo i już miałem się zbierać gdy próg baru przestąpiło trzech mężczyzn ubranych w charakterystyczne habity. Księża z wydziału pościgowego. Elita wojowników współczesnego świata. Niebezpieczni byli z tego powodu, że ćwiczono ich w sztukach walki o nazwie Arm-magna – połączenie karate z wykorzystaniem broni jako przedłużenia ramienia.
Gdy tylko przekroczyli próg w barze nagle przycichło. Kilku lokalnych, siedzących blisko mnie, zaczęło między sobą szeptać spoglądając na księży. Wydawało się, że nie mieli o nich dobrego zdania. W sumie nie dziwota. Księża działali jako komórki śledcze, które miały eliminować objawy nieposłuszeństwa, jednakże popełniali błędy. W takich sytuacjach dochodziło do masakry. Księża dosłownie zmieniali swoją siłą ognia i celnością nieuzbrojonych i nieprzygotowanych cywili w ochłapy mięsa.
Jeden z nich, ten bliżej mnie obrócił głowę w moim kierunku. - Pójdziesz z nami... ateisto.- ostanie słowo wypowiedział z plugawą przyjemnością. Szlag – mruknąłem pod nosem i wstałem.
Gdy tak staliśmy, dwóch pozostałych ustawiło się w ten sposób, żeby mieć dogodniejszą pozycję do walki, gdyby trzeba było interweniować. W takim ustawieniu nie miałem z nimi szans. Dlatego nie drgnąłem nawet, niby sparaliżowany strachem. Nawet otworzyłem szerzej oczy udając zdumienie i przerażenie. Ten, który się do mnie odezwał, zbliżył się i chwycił mnie za lewe przedramię. To była moja szansa. Szybko wywinąłem się z uścisku, uderzyłem delikwenta w skroń i błyskawicznie dobyłem mojego Exitium, tkwiącego w kaburze udowej na prawej nodze. Nim któryś z pozostałych księży zdążył zareagować wpakowałem dwie kulki ogłuszonemu w tors. Potem użyłem go w formie "żywej tarczy" i wpakowałem dwie następne kulki w tego bliżej szynkwasu. Jedną w klatkę, drugą w łeb. Amunicja hollow-point kalibru 11.43 mm sprawiła, że czaszka dosłownie eksplodowała, a dziura w klatce piersiowej była tak wielka, że można było przez nią przeskoczyć. Ostatni z księży oddał szybko trzy strzały w mym kierunku i wyskoczył z baru. Wszystkie trzy pociski utknęły w mej „tarczy”.
Najpewniej ksiądz uciekłby, gdybym nie dopadł go szybko. Jednakże przeciskanie się między stołami w barze i przestraszonymi cywilami, łatwe nie było. Już słyszałem jak odpala silnik. Wybiegłem na zewnątrz jak jakiś żółtodziób, ale nie mogłem pozwolić żeby mi uciekł. Spojrzałem w prawo i zobaczyłem, że już odjeżdża. „Niedoczekanie”. Zawsze nosiłem ze sobą granatnik szturmowy 40 mm. Szybko go dobyłem, namierzyłem ciepłotę ciała księdza i wystrzeliłem. Pocisk SWARM dopadł celu i w sekundę później ksiądz i jego stalowy rumak eksplodowali w kuli ognia, odłamków bitumitu i stali oraz tej odrobiny krwi, która nie wyparowała. Czym prędzej dosiadłem mego motocykla i wyniosłem się z tego miasteczka jak najszybciej. Nie miałem już tu po co wracać.
"Żółtodzioby" pomyślałem. "Inaczej bym ich tak łatwo nie wyeliminował". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz